Czyli o spapranej sprzedaży przez zawodowców. I to takich, przez OOOOlbrzymie „Z".

Niedawno chwaliłem, bo jak jest za co, to i chwalę, i jak są ciekawe treści, to okazuję wdzięczność — Patryk Jasiński dorzucił jeszcze takie CE posprzedażowe, że szczęka opada ;) Nie trzeba milionów monet, by klient zapamiętał Twoją markę jako unikalną w pozytywny sposób.

Dziś trochę na rozmyślania — dlaczego nie zawsze jest idealnie.

Trzy autorytety, trzy podejścia

Ad rem — ostatnio, chcąc zainwestować w siebie, zgłosiłem się... do trzech osób (postaram się pisać możliwie enigmatycznie, bo bądź co bądź nie chcę tym osobom psuć biznesu) z chęcią rozmowy nt. programu rozwojowego. Trzy autorytety w branży sprzedaży, przynajmniej w moim odczuciu, zrobiły następujące rzeczy:

Od żadnej z tych osób już nie kupię, bo „niesmak" pozostał. Tym bardziej, że autorytet, a błędy nowicjusza.

Zapewne też się nie dowiem, dlaczego zostałem zdyskwalifikowany jako lead, tym bardziej, że: a) miałem chęć, b) miałem ból, c) miałem budżet. Może moja twarz nie wygląda przekonująco ;)

Uderzenie w pierś

Potem uderzyłem się w pierś — czy moja postawa i zachowania z niej wynikające zawsze świadczyły o profesjonalizmie? Czy i mi nie zdarzyło się, że mimo, że kalendarz tarabanił, to jednak oddzwoniłem dzień, dwa dni później?

Przepraszam moich niedoszłych i aktualnych klientów, że nie zawsze ułatwiałem im zakup.

A Ty, gagatku jeden z drugim — co masz na sumieniu? :)

Podobało się? Podaj dalej: LinkedIn Umów rozmowę